Teofil Tytus Tomasz Trzecieski

 

 

  Marian Wolski     

 

     Tytus, a właściwie Teofil Tytus Tomasz urodził się 28 grudnia 1811 roku w Bażanówce jako najmłodsze z trojga dzieci Jana Michała i Magdaleny z Wiktorów Trzecieskich. Do chrztu trzymali go brat matki, Tomasz Wiktor po którym otrzymał trzecie imię oraz stryjenka Franciszka z Głogowskich Jakubowa Trzecieska z Dynowa.

 

 

Tytus Trzecieski

 

    Trzeciescy zaliczali się do rodzin z dawna osiadłych w ziemi sanockiej. Ich protoplasta przybył tu z okolic Strzyżowa w pierwszej połowie XVII wieku. Jednakże, aż do końca następnego stulecia, nie zaznaczyli się w szczególny sposób w życiu Sanoczyzny.

Dopiero w końcu XVIII wieku Stanisław, dziad Tytusa kupił duży majątek ziemski, składający się z miasteczka Dynowa i czterech okolicznych wsi dając solidne podstawy materialne dalszego wzrostu znaczenia rodziny. Jego synowie, powiększywszy jeszcze dobra ojczyste, weszli trwale do miejscowej elity majątkowej. Ojciec Tytusa zgromadził w swoich rękach osiem i pół wsi, położonych w kilku kompleksach w okolicach Krosna i Gorlic. Był zapobiegliwym i rządnym gospodarzem, dzięki czemu zapewnił rodzinie dobrobyt i podstawy dalszego awansu.

    Dzieciństwo spędził Tytus w Polance pod Krosnem. Początkowo, jak większość dzieci bogatych ziemian, uczył się w domu. Ojciec Tytusa rozumiał wartość wykształcenia, poszerzającego horyzonty i otwierającego przed młodym człowiekiem wielkie możliwości samorealizacji. Niemniej jednak dopiero, gdy osiągnął wiek młodzieńczy, został Tytus oddany dla dalszej nauki do szkół we Lwowie. Pewien wpływ na jego dłuższe przebywanie przy rodzicach w domu miał fakt, że był jako dziecko dość słabego zdrowia.

     Na przełomie stycznia i lutego 1831 r. wraz z kolegami z ławy szkolnej porzucił Tytus naukę, aby przyłączyć się do powstania. W drodze ze Lwowa do Królestwa, udał się do rodziców do Polanki, prosić ich o błogosławieństwo. W domu zastał starszego brata Franciszka, studenta prawa w Uniwersytecie Wiedeńskim, który także postanowił wesprzeć walczących z Moskalami współbraci. Nagły przyjazd Tytusa w środku roku szkolnego i do tego bojkotowaną przez szlachtę ekstrapocztą austriacką, wywołał przestrach i zamieszanie. W pierwszej chwili nie rozpoznano go i sądzono, że powstańcze plany przybyłego wcześniej Franciszka doszły do wiadomości władz. Zaryglowano drzwi wejściowe do dworu i przygotowywano się do obrony, podczas gdy wierna służba planowała wyprowadzić Franciszka tylnymi drzwiami, aby pod osłoną nocy mógł się ratować. Wkrótce jednak wyjaśniono pomyłkę i młodszego z braci z radością wpuszczono do dworu.

    Nastrój jednak został zmącony wyjawieniem przez Tytusa przyczyny nieoczekiwanej wizyty. Rodzice stanowczo odmówili zgody na wyjazd swoich dwóch synów. Ku rozpaczy Tytusa zezwolili tylko na wyjazd Franciszka,

 

 

Franciszek Trzecieski w mundurze z 1831 r.

 

związanego słowem honoru do stawienia się w oznaczonym miejscu i czasie. Tytus z ciężkim sercem podporządkował się woli rodziców, jednak niemożność włączenia się w walkę o wolność Ojczyzny okupił nadszarpnięciem zdrowia. Syn jego, Jan Trzecieski tak po latach opisywał stan ducha ojca: ”Tytus uległ w cichości. Bolal go strasznie przymus zostania w domu, gdy krew cala burzyła się na myśl, że przecież obowiązkiem jego było bić się pod Warszawą. (...) Przechodził on walkę z samym sobą, nie pójście do powstania, była to bowiem pierwsza przeciwność w życiu młodzieńca”.

 

Aby ukoić smutek i znaleźć zapomnienie rzucił się w wir pracy w majątku. Osobisty nadzór gospodarstwa przez właściciela lub członka jego rodziny, nie mówiąc już o pracy fizycznej w majatku, był wówczas zupełnie czymś niepraktykowanym. Przyniosła  go dopiero praktyka pouwłaszczeniowa. Tytus Trzecieski był i na tym polu  swego rodzaju prekursorem. Rodzice doceniając jego starania oddali mu wkrótce w zarząd jeden z folwarków, najdalej wprawdzie położony, ale uchodzący za najlepszy. Tytus dokładał wszelkich starań, aby powierzony mu folwark prowadzić jak najlepiej. Wstawanie przed świtem, kilkakrotnie w ciągu dnia, niezależnie od pogody, odbywane podróże i późne kładzenie się na spoczynek, spowodowane pasją czytelniczą, doprowadziły do osłabienia organizmu i zarażenia się tyfusem. Chorobę przechodził niezwykle ciężko. Przez siedem tygodni był nieprzytomny, a gdy wreszcie nastała poprawa , pozostał ubytek słuchu.

    Wraz z powrotem sił kontynuował Tytus wysiłki około podniesienia dochodowości majątków rodzicielskich. Motorem jego wysiłków nie była jednak czcza chęć zysku, ale troska o dobrobyt kraju i jego obywateli. W roku 1834 Jan Michał i Magdalena Trzeciescy postanowili przenieść się do Lwowa i ustąpić dzieciom majątek. W tym celu konieczne było usamodzielnienie się najmłodszego Tytusa, który jeszcze wówczas nie osiągnął pełnoletności, czyli wieku 24 lat. Dnia 11 grudnia spisali więc w Polance stosowny dokument, w którym ojciec w imieniu swoim i żony podkreślił, że znajdując w synu moim Tytusie Trzecieskim lubo jeszcze podług przepisu prawa nie zupełne lata mającym dojrzałą zdolność do zarządzania własnym majątkiem(...) wieś Polankę i Świerzowę (...) daję, które jednak w istotne posiadanie dopiero 24 czerwca 1837 odbierze. Zarząd całym majątkiem rodzicielskim objął czasowo starszy syn, Franciszek.

    W tym samym 1834 roku, jak wspomniał po latach Józef Szujski, gdy o postępowem gospodarstwie nie było u nas ani mowy, dopatrujący trafnie obowiązków i potrzeb przyszłości udał się Tytus do Niemiec na studia. Najpierw do Akademii Rolniczej w Moeglin, a następnie do Hochenheim, skąd powrócił po kilku latach, jako fachowy rolnik i górnik. Uzbrojony w fachową wiedzę próbował w następnych latach unowocześnić majątki, zwłaszcza poprzez ich uprzemysłowienie. W Ujściu Ruskim założył hutę szkła, produkującą m.in. butelki na szczawnicką wodę mineralną oraz tzw. hamernię, czyli hutę żelaza, którą nazywał „Kalifornią”, dla porównania z perspektywami jakie dawał ten kraj ludziom odważnym i pomysłowym. Dochód z tych dwóch przedsiębiorstw pokrywał w latach nieurodzaju wszelkie wydatki związane z prowadzeniem majątków.

    W karnawale 1845 poznał we Lwowie młodą, piękną pannę Annę Węgleńską, herbu Szreniawa, córkę Wojciecha i Emilii z Radwańskich, właścicieli dóbr Siedliszcze z przyległościami w zaborze rosyjskim, w ziemiChełmskiej.

 

 

Anna z Węgleńskich Trzecieska

 

Nawiązało się między nimi płomienne uczucie. Karnawał tego roku był bardzo krótki (do 5 lutego) i Tytus z powodu różnych ograniczeń ówczesnego życia miał trudności z ostatecznymrozmówieniem się z panną. Strapiony prosił listownie Marcelinę z Jędrzejowiczów Stanisławową Trzecieską, aby poprzez swego brata, Jana Jędrzejowicza, widać zaprzyjaźnionego z Węgleńskimi dowiedziała się o terminie ich wyjazdu ze Lwowa. Ostatecznie doszło do spotkania młodych, wyznania sobie miłości i wstępnej deklaracji. Kilka dni później, 7 lutego Tytus pojechał wraz z bratem Franciszkiem do Siedliszcza z oficjalnymi oświadczynami, które zostały przyjęte. Ślub odbył się w Pawłowie 12 lipca 1845 r. poczym młodzi zjechali do Polanki.

     Zaledwie pół roku po ślubie, w lutym 1846 roku Trzeciescy doświadczyli tragicznych wydarzeń Rabacji Galicyjskiej. Zaczęło się od niepokojów wywołanych przez Austriaków rozpuszczających pogłoski pomiędzy chłopami o planowanych przez szlachtę rzeziach. Zacytujmy fragment zeznań Tytusa, wypowiedzianych w czasie procesu jego brata Franciszka, dotąd nigdy nie publikowany:W piątek 20 lutego, ile sobie przypominam, przed południem, biegła jakaś kobieta przez moje gumna. Narobiła krzyku, iż w okolicy od Jasła już ludzi wyrzynają. To taką trwogą przejęło chłopów, którzy byli na pańszczyźnie, że porzucili robotę i pobiegli do domu. To było powodem, że posłałem po wójtów z Polanki i Świerzowy, a gdy przyszli do dworu, starałem się wszelkimi siłami ich uspokoić i wyperswadować, iż ten postrach nie jest gruntownym, nie mają się czego obawiać, aby ich chciano wyrzynać, gdyż to jest niepodobnem(...).Następnego dnia, w czasie odwiedzin Wincentego Pola i jego rodziny, dwór połaniecki został napadnięty przez chłopów z Odrzykonia i całkowicie splądrowany. Kajetan Kraszewski dobrze znający Tytusa zanotował w swych „Silvach rerum”, że  miejscowi włościanie, co go bardzo kochali, obronić nie mogli, tyle, że samą panią (Annę z Węgleńskich Trzecieską) po chłopsku przebrawszy uprowadzili i u siebie przechowali.Tytusa i Polów napastnicy ciężko pobili, po czym związanych rzucili na wóz i przykrywszy sianem powieźli do Jasła do cyrkułu, aby odebrać obiecaną przez władze nagrodę. W drodze zatrzymał ich jednak patrol austriacki, wysłany na prośbę Franciszka Trzecieskiego. Usłyszawszy znajomy głos dowódcy, Tytus wystrzelił z pistoletu, który miał ukryty w kieszeni spodni, a którego chłopi nie znaleźli. W ten sposób więźniowie odzyskali wolność. Wypadki 1846 roku były wielkim ciosem dla dwóch braci, którzy uczynili wiele dla podniesienia poziomu życia chłopów w swych dobrach i jako jedni z pierwszych właścicieli ziemskich w Galicji opowiadali się za zniesieniem pańszczyzny. Niemniej, znając faktycznych inspiratorów rabacji, kontynuowali w następnych latach rozpoczętą pracę społeczną.

    Tragiczne przeżycia skłoniły Trzecieskich do czasowego wyjazdu do teściów do Królestwa. Na decyzję wpłynęła niewątpliwie także miła okoliczność. Pani Anna spodziewała się pierwszego dziecka. Stanisław Wojciech Seweryn Trzecieski urodził się w domu swych dziadków macierzystych 21 stycznia 1847 roku.

    Przełom lat 40 i 50 XIX w. zaznaczył się w życiu Tytusa ciężką pracą w dobrach, które na skutek zmian pouwłaszczeniowych wymagały poważnych zmian organizacyjnych i nakładów finansowych. Jan Trzecieski wspominał, że pieniędzy brak było i oszczędnie się żyło. Majątek był duży, ale podobno właśnie dlatego gotówki brakowało prawie zawsze.W roku 1853 pod nieobecność Tytusa, zapanowała w stadzie baranów, stanowiących istotne źródło dochodów Polanki, bliżej nie znana epidemia. Sprowadzono z Bóbrki znachora, który zalecił smarować barany mazią obficie wypływającą na powierzchnię miejscowych potoków. Kuracja przyniosła niespodziewanie dobre rezultaty. Zaintrygowało to Tytusa, który zaczął badać ową maź. Oddajmy znowu glos jego synowi Janowi: Zaciekawił ten płyn niezwykle Pana Tytusa, oddanego zawsze marzeniom o bogactwie zawartem w naszej ziemi. Poszukiwanie za minerałami (...) od dawna zajmowało go niezwykle - temu zamiłowaniu, a nie chęci zarobku, zawsze obcej Tytusowi, zawdzięczać bowiem należało powstanie hamerni i huty w Ujściu Ruskim - postanowił zbadać ten płyn. Nie znalazłszy w fachowej literaturze informacji o nim, wysłał próbki do znajomych chemików do Moeglin, Wiednia i Paryża, z zapytaniem o jego ewentualną przydatność. W oczekiwaniu na odpowiedź rozpoczął własne doświadczenia. Rozsmarowywał go na szkle, oglądał pod szkłem powiększającym, gotował, palił, próbował też na wzór alkoholu, destylować i skraplać. Po pewnym czasie zaczęły nadchodzić odpowiedzi, w których stwierdzono, że płyn posiadany to wyciek ze skał - ”oleum petri”- bezużyteczny - olejem skalnym zatem nazwano go w Polance, ale w bezużyteczność jego tym mniej wierzono, że profesor geologii Zajsmer napisał wyraźnie, że płynu tego rodzaju używać na opał można. Tytus niestrudzenie kontynuował badania, choć śmiano się już z niego w okolicy, nazywając „maziarzem”. Ubolewano też nad przyszłością jego samego i rodziny, gdyż poszukiwania pociągały za sobą coraz większe koszta, bez żadnych realnych widoków na zwrot. Trzecieski, za zezwoleniem Karola Klobassy zbierał ropę w Bóbrce już nie tylko na potokach na „choinę”, ale zaczął kopać dołki, w których gromadziła się ropa. Po kilku nieudanych próbach przeprowadzonych wraz z Wincentym Polem w kuchni dworskiej, w wyniku czego, domownicy zostali pozbawieni obiadu, zakupiono od sąsiedniego chłopa grunt za ogrodem w Polance, nazwany „Kopalenką” i tu w specjalnie na ten cel wzniesionej szopie kontynuowano doświadczenia.

     Interesy Tytusa niestety pogarszały się z powodu rosnących kosztów doświadczeń z „olejem skalnym” oraz dekoniunktury na żelazo i drewno. Latem 1854 roku, Trzecieski wyjechał do Lwowa dla uregulowania spraw finansowych. Tu dochodzimy do jednego z najważniejszych momentów jego życia, momentu, który wpłynął znacząco na dzieje Galicji i świata. Chodzi o spotkanie z Ignacym Łukasiewiczem. W licznych publikacjach poświęconych początkom przemysłu naftowego wydarzenie to jest przedstawiane inaczej, niż zanotował syn Tytusa, Jan Trzecieski.

 

  Adam, Jan i Maria Trzeciescy ok. 1857 r.

 

Nie mamy jednak najmniejszych wątpliwości, że znał historię spotkania z ust samego ojca, podajemy ją więc jako absolutnie wiarygodną. Tak wiec przybywszy do Lwowa Tytus odwiedził m.in., swych siostrzeńców Laskowskich. Felicjan Laskowski, wówczas pełniący zaszczytna funkcje dyrektora Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, zwrócił jego uwagę na wystawiony w aptece Piotra Mikolascha kaganek z napisem „woda co się pali”. Zaciekawiony Trzecieski udał się do apteki, gdzie dowiedział się, ze jest to produkt destylacji oleju skalnego, przeprowadzonej przez prowizora Ignacego Łukasiewicza. Ten opowiedział mu historie swego zetknięcia się z ropą, jej destylacji i produkcji pierwszych lamp dla oświetlenia szpitala biskupa Głowińskiego we Lwowie. Obaj w podniosłem uczuciu marzyli i gwarzyli dni kilka i powstał sojusz na całe życie - sojusz i przyjaźń najuczciwsza dwóch ludzi odmiennych stanowisk, odmiennego wychowania i zapatrywania się, ale jednych rzeczowością, zacnością i miłością Ojczyzny, jak pięknie napisał Jan Trzecieski. Odtąd obaj wspólnicy rozpoczęli intensywne prace w Gorlicach, gdzie Łukasiewicz wydzierżawił aptekę i w Polance, nad udoskonalaniem metod destylacji, finansowane prawie w całości przez Trzecieskiego. Surowca dostarczała założona w 1854 roku pierwsza na świecie kopalnia ropy w Bóbrce. W roku 1856 zawiązano formalna spółkę naftową z udziałem Karola Klobassy. Zaczęły się też pojawiać pierwsze poważne zamówienia na lampy. Pochodziły one z Berlina, gdzie najwcześniej poznano się na nowych możliwościach, jakie dawała ropa.

    Wiosną 1857 roku na Tytusa spadł niespodziewany cios. Po krótkiej chorobie umarła jego ukochana zaledwie trzydziestosześcioletnia żona Anna, pozostawiając troje małych jeszcze dzieci: Adama, Marię i Jana. Wstrząs spowodowany śmiercią żony rozwinął w Tytusie i tak już silne pragnienia służenia bliźnim. Jan Trzecieski zanotował, że ojciec przy łożu zmarłej poprzysiągł rodzaj kapłaństwa wdowieńskiego, wolę służenia dzieciom, bliźnim i wszelkim potrzebującym.

 

Tytus Trzecieski z córką Marią i kuzynką Zofią Jabłonowską (stoi)

 

I dotrzymał święcie. Przez dwadzieścia i jeden lat był ojcem i matką swoich dzieci, ojcem każdego biednego. Majątek, który odtąd tak niezwykle mnożyć się począł, uważał za boży, a siebie za szafarza Pańskiego obcierania łez. Dawał, dawał i dawał, a tak, że domyślać się tylko, a nie wiedzieć o tem można było. Czasem mimowolnie słowem jakim zdradził się, jak gdy mówiono o niedostatku, rzekł- abym sobie u Boga to tylko mógł wyprosić, że choć na milę nikt niedostatku nie cierpi. A na swoje boleści miał lekarstwo, które zapisał sobie na pierwszej kartce książki do nabożeństwa „nie ma takiego utrapienia na ziemi, którego by Niebo ukoić nie było w stanie”. Zacytowany fragment wspomnień Jana Trzecieskiego nie jest bynajmniej panegirykiem, wystawionym ojcu przez kochającego syna. Kajetan Kraszewski tak scharakteryzował sylwetkę Tytusa(...) Człowiek ten, można rzec, sławny z dobroczynności, Bóg wie ile nędzy wspiera, ile wdów i sierot utrzymuje, ile młodzieży do edukacji pomaga, dziesiątkami tysięcy sypie .Franciszek Szymusik, późniejszy profesor prawa, jeden ze stypendystów i podopiecznych Tytusa, w swej pracy pt. ”Wincenty Pol w Polance” wiele miejsca poświecił swemu dobrodziejowi, miedzy innymi wspominając: wiem z doświadczenia, że jeszcze wiele lat później (tj. po rabacji) w Polance śp. Tytus Trzecieski utrzymywał szkółkę wiejską w budynku dworskim swoim kosztem.

     Spółka naftowa: ”Trzecieski, Łukasiewicz i Klobassa” rozrosła się z czasem i przynosiła udziałowcom olbrzymie dochody. W latach 60 XIX w. wykazywała gigantyczną kwotę półtora miliona guldenów rocznego zysku. Miarą jej znaczenia może być też udział w wystawie powszechnej w Paryżu w 1867 roku, na której w dziale „Płody surowe” prezentowała m.in. surowy olej skalny oraz produkty destylacji- naftę oczyszczoną, oleje ciężkie i asfalt. Późniejsza współpraca „ojców” przemysłu naftowego jest szeroko znana. Wydobycie nafty i jej przetwórstwo stało się podstawą wzrostu zamożności całego Podkarpacia. Zrealizowała się tym samym jedna z głównych idei Tytusa- ograniczenie nędzy miejscowej ludności.

     Zyski płynące z wydobycia ropy naftowej umożliwiały też powiększenie majątku. Na początku lat 60 kupił od wdowy po swym stryjecznym bracie Stanisławie Trzecieskim Miejsce, nazwane później przez jego syna Jana Miejscem Piastowym, wsławione jego współpracą z dziele dobroczynnym księdza Bronisława Markiewicza.

 

Dwór w Miejscu Piastowym

 

Zaś w połowie lat 60 nabył w ramach rozliczeń spadkowych po teściu Wojciechu Węgleńskim jego majątek Siedliszcze. Z  powodu konieczności uregulowania spraw majątkowych przez dwa lata do 1867 roku przebywał w Królestwie.

    Pomimo dłuższych pobytów w Miejscu czy Siedliszczu, to Polanka była główna siedzibą Tytusa i jego rodziny. Z tutejszym dworem łączą się więc nie tylko opisane wyżej początki przemysłu naftowego, ale i romantyczna poezja Wincentego Pola, przyjaciela Tytusa, jeszcze z czasów studiów filozoficznych na Uniwersytecie Lwowskim. Rodzice Tytusa nabywszy w 1803 Polankę zastali tu stary, drewniany dwór, ciasny i nie odpowiadający pozycji społecznej nowych właścicieli. Dlatego też w 1808 wznieśli nowy, piętrowy budynek, niezbyt przypominający polskie dwory, ale za to wygodny i przestronny. Dopiero jednak za czasów Tytusa założono wokół domu rozległy park krajobrazowy z tzw. angielską rzeką, czyli wydłużonymi stawami, powstałymi w wyniku sztucznego spiętrzenia wody na przepływającym nieopodal potoczku. Zasadzono „egzotyczne” gatunki drzew- platany i tulipanowce. Włączono do parku starą aleję grabową, zwana przez miejscowy lud „ślepą” z powodu silnego zarośnięcia i głębokiego cienia oraz ponad stuletnie lipy. Swój udział w projektowaniu polanieckiego ogrodu miał również Wincenty Pol. W czasie jego pobytów, jak wspomina Jan Trzecieski, rysowano w parku nowe ścieżki (...) budowano Kabankę nad stawem z widokiem na Odrzykoń. Rozsypano naokoło kamienie różne, niby ze świątyni słowiańsko-pogańskiej, a na jednym z nich wyryto podobno:’

                                              „ W ogrodzie,

                                               W swobodzie,

                                               Przy wodzie,

                                               Żyj z Twemi i ze mną

                                              Nadzieja tajemną.”

    Ową Kabankę, czyli rodzaj sentymentalnej chatki wiejskiej, odnajdujemy na rysunku Bogumiła Stęczyńskiego, wykonanym w 1864 roku, a także w listach szwagierki Tytusa, Seweryny Węlgeńskiej do swego przyszłego męża Seweryna Moraczewskiego z 1853 roku: Posyłam dwa kwiatki, jeden listek bluszczowy z mojej Kabanki w Polance niech będzie godłem cierpliwości pociechy w tęsknocie. Wspomina ją tez Franciszek Szymusik: jedna (altana) nad większym stawem (umyślnie dla Pola zbudowana) dawała piękny widok na ruiny zamku Odrzykońskiego. W Polance dużo czytano, deklamowano poezje i marzono. Józef Szujski we wspomnieniu pośmiertnym Tytusa Trzecieskiego pisał, że w Polance owego czasu przepadano za Uhlandem i towarzyszami, za tym poglądem na świat przez podłużne i barwne okna gotycyzmu. Wyprawiano się też na romantyczne wędrówki, których jednym z celów był widoczny z parku zamek w Odrzykoniu, miejsce akcji romantycznego poematu Seweryna Goszczyńskiego - „ Król zamczyska”. Jedna z uczestniczek, Seweryna Węgleńska, tak opisywała wycieczkę, podjętą latem 1853 r., wspólnie z Wincentym Polem: zwiedzaliśmy ruiny starego Odrzykonia, zamek na skale oparty, wspaniały jak dzieje przeszłości narodu, owiany mistycznym wspomnieniem Króla Zamczyska otoczony naturą piękną i dziką, które ja pierwszy raz w życiu widziałam. Pod takim wrażeniem poznałam Pana Wincentego, on także przeszłością tylko żyje, ukochał ją jako ideał prawdy i cnoty, której teraz miedzy ludźmi próżno czasem szukać.

    Tytus Trzecieski łączył w sobie dwie sprzeczne jakby natury. Z jednej strony posiadał zmysł praktyczny. Interesował się przemysłem i górnictwem. Wyczulony był na nowinki techniczne. Był w swej dziedzinie specjalistąpostępującym wraz z nauka, garnącym do siebie każdy jej nowy rezultat, tem stokroć wyższy od zwykłych przedsiębiorców, że sprawę bogactwa kraju nie dla siebie kochał jedynie, nie dla interesu, ale że łączyła się u niego ze sprawą wiedzy i sprawą społeczeństwa. W pamięci rodzinnej zachowała się znamienna opowieść odnosząca się do polowy XIX wieku. Tytus, widząc oczyma wyobraźni przyszłe udogodnienia technologiczne, zapewniał swoja żonę, że kiedyś nie będzie konieczne wyprawianie się do odległego miasta aby zobaczyć sztukę teatralną. Rozrywkę stanowić będą szafkowe urządzenia, w których widać będzie odgrywane przedstawienie! Był Tytus klasycznym reprezentantem nurtu pracy organicznej, upatrującego w podniesieniu zamożności obywateli i kraju, drogi do wolności politycznej.

    Jednocześnie był idealistą i romantykiem. Używając słów Szujskiego posiadał w sobie zapał generacji przedtrzydziestoletniej (tzn. sprzed 1830 roku) odsuwającej od siebie poziomość i suchość dzisiejszych materialistycznych doktryn. Rozmiłowany był w poezji romantycznej polskiej i obcej. Znakomitą pamięcią, jaką zachował do ostatnich lat życia, zaskakiwał słuchaczy deklamując obszerne ustępy Schillera, Goethego, Pola i innych poetów. Bliska mu była poezja południowo niemiecka z dziełami życzliwego Polakom Friedricha Uhlanda na czele.

    Na styku tych dwóch elementów jego natury wyrosły dzieła wielkie. Dzięki wsparciu finansowemu i współpracy merytorycznej z Ignacym Łukasiewiczem powstały podwaliny przemysłu naftowego, który zmienił oblicze zacofanej Galicji. Stąd czerpały swój początek inicjatywy społeczne, np. udział w powstaniu Towarzystwa Zaliczkowego w Krośnie, zaangażowanie w odrodzenie rzemiosła tkackiego i pracach Towarzystwa Wzajemnych Ubezpieczeń od Ognia założonego przez jego brata Franciszka. Wreszcie wspomniana już, może najważniejsza, cicha pomoc potrzebującym, realizowana w iście ewangelicznym wymiarze.

    Tytus Trzecieski nigdy nie dążył do stanowisk publicznych. Pozycja finansowa i szacunek, jakim otaczali go współcześni, dałyby mu bez najmniejszego starania mandat poselski do Sejmu Krajowego czy Rady Państwa. Może szkoda, że nie wykorzystał swych przymiotów, tam, gdzie mógłby mieć większy wpływ na losy kraju. Gwar dysput politycznych, przewrotność i fałsz sprzeczne jednak były z jego cichą, pokorną i pogodną naturą.

    Tytus Trzecieski umarł w Polance 24 grudnia 1878 r. i spoczął obok żony na cmentarzu w Jedliczu. W następnych latach pamięć o jego dokonaniach stopniowo zanikała. Był wprawdzie wymieniany we wszystkich publikacjach na temat dziejów przemysłu naftowego, jakie ukazywały się w pierwszej połowie XX wieku. Na Powszechnej Wystawie Krajowej we Lwowie w 1897 roku, a następnie w Poznaniu w 1929 roku jego portret był prezentowany na ekspozycjach przedstawiających dorobek polskiego górnictwa naftowego. Lata po drugiej wojnie światowej przyniosły jednak wraz z planowanym fałszowaniem dziejów naszego kraju przemilczanie i zniekształcanie roli ziemiaństwa. Dopiero upadek komunizmu w 1989 roku umożliwił przypomnienie tej zacnej i pięknej postaci. W Jedliczu jedna z ulic, a w Miejscu Piastowym szkoła podstawowa (2001 r.) otrzymały jego imię. W bieżącym roku uporządkowano i  poddano częściowej konserwacji jego grób w Jeliczu. Miejmy nadzieję, że pamięć o Tytusie Trzecieskim zostanie przywrócona szerszym kręgom społecznym i przyczyni się do odbudowy pozytywnych wzorców osobowych w polskim społeczeństwie.

 

 

Autorem artykułu jest dr Marian Wolski ur. w Warszawie w 1962 r. Doktor nauk humanistycznych, historyk sztuki i historyk, absolwent UJ. Pracownik Instytutu Historii PAN W Krakowie. Prezes Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego oddział Kraków i członek Rady Naczelnej PTZ, założyciel Archiwum Ziemiańskiego, ekspert ds. genealogii i heraldyki Związku Polskich Kawalerów Maltańskich, członek Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa.

 

Artykuł został zamieszczony w  nr. 3/67 ( wrzesień 2009) zeszytów naukowo-historycznych wydawanych przez Fundację Muzeum Przemyślu Naftowego I Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza, pt. Wiek Nafty.

 

 

 

Aby przybliżyć czytelnikowi miejsce Tytusa Trzecieskiego w  rodzinie z Dynowa  i Miejsca Piastowego, przedstawiam uproszczone drzewo genealogiczne na podstawie publikacji „Trzeciescy” autorstwa Mariana Wolskiego opracowanej na wystawę ku czci Trzecieskich zorganizowaną przez autora w roku 2003,w Krośnie.

 

   

 

 
 
     1. Jan Stanisław Trzecieski      (1737-1805)    właściciel Dynowa

                   Żona: Wiktoria z Dramińskich

 

2. Jakub (1766-1830)       

właściciel   Dynowa

Żona: Franciszka z Głogowskich     

 

2. Jan Michał (1744-1842)

właściciel Polanki

Żona: Paulina z Gębarzewskich
 

3. Józef (1806-1846)

właściciel Dynowa

Żona: Izabela z Urbańskich
 

 

3. Tytus (1811-1878)

właściciel Polanki i Miejsca

Piastowego

Żona: Anna z Węgleńskich
 

4. Zbigniew (1837-1906)

właściciel Dynowa

Żona: Ignacja z Miączyńskich
 

 

4. Jan Wojciech (1855-1909)

właściciel Polanki i Miejsca

Piastowego

Żona: Urszula z Łętowskich
 

5. Stefan (1846-1953)

właściciel Dynowa

Żona: Eleonora z Chamców
 

5. Tytus (1906-1967)

właściciel Miejsca Piastowego

Żona: Maria z Chrzanowskich
 

 

 

Żyjący potomkowie rodziny to

wnukowie i prawnukowie:

syna Antoniego w USA;

córki Stefanii Kunstetter w Brazylii;

córki Józefy Paygertowej

w Józefowie i Warszawie oraz

w USA, Francji i Kanadzie
 

Żyjący potomkowie rodziny to:

dzieci Tytusa(5) żyjące w Danii;

oraz wnuk siostry Tytusa (5)

Marii Wolskiej z Hawłowic

mieszkający w Krakowie –

autor artykułu z synem