Dynowska empora

          Z przyjemnością publikuję na swojej stronie, naturalnie za zgodą Autora, bardzo ciekawy historyczny tekst dotyczący jednej z wielu zagadek architektonicznych XVII- wiecznego kościoła w Dynowie. Autor tekstu, historyk z wykształcenia jest naczelnym redaktorem Rocznika Naukowego „Dynoviana” poświęcanego różnorodnym zagadnieniom dotyczącym historii Dynowa i jego okolic.
         Tym razem Pan Józef Stolarczyk przybliża nam zagadkowy balkon kościoła o identycznych rozmiarach jak obraz przedstawiający wskrzeszenie Piotrowina przez biskupa Stanisława Szczepanowskiego. Choć artykuł nie rozwiązuje jeszcze tego zagadnienia, jest bardzo ciekawym przyczynkiem do opracowania monografii kościoła św. Wawrzyńca.
     Szczególnie bliskie są dla mnie informacje artykułu o rodzinie Trzecieskich, kolatorach dynowskiej światyni.  A oto i on:

                                                                         Dynowska empora


         Rzadko zwracamy na nią uwagę. Znajduje się z lewej strony nawy głównej dynowskiego kościoła. Jest formą galerii, zwieńczonej łukiem nad kaplicą św. Antoniego. To element architektoniczny, występujący w świątyni w postaci odrębnej kondygnacji o charakterze antresoli. Wraz z kaplicą, której jest częścią, tworzył niegdyś lożę kolatorską lub bardziej dosadnie „pański pawlacz”.

                                                                                                 

Empora nad kaplicą św. Antoniego - fot. Daniel Gąsecki

 

Wskrzeszenie Piotrowina - fot. Daniel Gąsecki


        Kolator to dawniej fundator kościoła lub jego dobroczynny patron, ofiarodawca środków na jego rozbudowę, a często i utrzymanie. Tradycyjnie kolatorami byli właściciele majątków ziemskich na terenie parafii. Mieli oni prawo do umieszczania w kościele tablic nagrob-kowych i dysponowali własnymi ławkami. W dynowskiej świątyni to właśnie górna kaplica z emporą stanowiła wydzielone miejsce dla dy-nowskich kolatorów. Zasiadali w niej podczas mszy świętych i nabo-żeństw, mając z balkonu widoczną, otwartą przestrzeń kościoła. W tym miejscu pojawia się pytanie o wiek powstania dynowskiej empory. Jest ona dziełem późniejszym niż pierwotna, murowana bryła kościoła, ufundowana przez Katarzynę Wapowską. Nie wspomina o niej dokument z wizytacji generalnej diecezji przemyskiej przez biskupa Wacława Hieronima Sierakowskiego. Parafia dynowska była wizytowana 17 sierpnia 1745 r. a powstały wówczas opis stanu kościoła wskazuje na murowaną kaplicę z ołtarzem św. Antoniego Padewskiego, ale brak jest wzmianki o znajdującej się nad nią emporze. Musiała wiec zostać dobudowana później, a jeżeli później to przez ówczesnych właścicieli dóbr dynowskich - Trzecieskich. Jak wiemy w 1787 r. Stanisław Trzecieski zakupił Dynów wraz z Kazimierówką i od tego roku rodzina ta nieprzerwanie związana była z Dynowem. Będąc kolatorami dynowskiej świątyni ufundowali zapewne nową kaplicę, tworząc druga kondygnację nad istniejącą już kaplicą świętego Antoniego. Po dzień dzisiejszy nad łukiem galerii zachował się kartusz herbowy z herbem Trzecieskich „Strzemię”. Późniejszy w stosunku do murowanej świątyni, czas powstania kaplicy kolatorskiej może potwierdzać różnica w wykonaniu sklepień. W kaplicy św. Antoniego zachowało się sklepienie krzyżowe oraz zwornik z geometryczną rozetą, natomiast sklepienie kaplicy górnej, to proste i gładkie sklepienie kolebkowe. Do dzisiaj zachowały  się na nim zdobienia w postaci licznych gwiazd na tle wyblakłego błękitu. Pierwotnie od strony północnej znajdowało się niewielkie okno, z czasem zamurowane. Przebicie empory do nawy głównej było wielce kłopotliwe biorąc pod uwagę grubość muru kościelnego. Jeszcze grubszy był w części prezbiterium, grubszy i starszy. Gdyby Trzeciescy zdecydowali się na przebicie empory w tym miejscu, mieliby lepszy widok na ołtarz główny oraz bardziej prestiżową lokalizację. Tu jednak nad zakrystią istniał już wówczas sklepiony skarbiec. Wracając do empory, od strony nawy kościelnej przestrzeń kaplicy oddzielona była drewniana belką, zachowana do dzisiaj.

Widok z empory na wnętrze kościoła - fot. Daniel Gąsecki

 

Piękne, stare drewno, nadgryzione zębem czasu, do dzisiaj przypomina lata świetności tej części świątyni. Prawdopodobnie później zamontowano metalową, kutą barierkę, w postaci ozdobnej balustrady. Obecnie wnętrze starej kaplicy zasłonięte jest zielona kotara, gdyż pełni ona role magazynu kościelnego. Do kaplicy prowadzą dość strome, betonowe schody widoczne na zewnątrz północnej ściany kościoła.

                                                                                                                                                                                  

                           Schody prowadzące do kaplicy św. Józefa - fot. Daniel Gąsecki

 

            Posiadają one metalowa poręcz oraz balkonową barierkę dla bezpieczeństwa wchodzących. Do wnętrza prowadzą drzwi okute blacha oraz dla wzmocnienia metalową kratownicą. Jak się wydaje nie jest to rozwiązanie wygodne, ani bezpieczne dla wchodzących.

                                                                                                                                                       

Drzwi wejściowe do kaplicy św. Józefa - fot. Daniel Gąsecki

 

Prawdopodobnie to pomieszczenie nie było użytkowane regularnie. Śliskie schody zimą zagrażały bezpieczeństwu wchodzących. Natomiast dla starszych członków rodziny Trzecieskich były zbyt strome. Sama kaplica zapewniała natomiast wiele prywatności podczas modlitwy. Podkreślała tez splendor rodu oraz czyniła dystans pomiędzy szlacheckim i plebejskim pochodzeniem wiernych,
           Będące przedmiotem naszych rozważań pomieszczenie pełniło role kaplicy. Jeżeli więc kaplicy, to powinien w niej znajdować się przedmiot kultu. I w tym momencie dochodzimy do drugiej ciekawej kwestii, związanej z historia naszego kościoła. Podczas wspomnianej już wizytacji biskupiej z 1745 r. w opisie kościoła został odnotowany ołtarz świętego Józefa. Wpis brzmi następująco: ”Siódmy ołtarz należy do św. Józefa. Wykonany częściowo robotą skrzynkową i rzeźbiarską, pomalowany na niebiesko i częściowo pozłocony. Mensę ma drewnianą". Ten właśnie piękny, barokowy ołtarz, w nieokreślonym bliżej czasie trafił do kaplicy kolatorskiej. Do dzisiaj starsi mieszkańcy Dynowa nazywają ją kaplica św. Józefa. Losy tego ołtarza to odrębna historia, wiążąca go ostatecznie z parafia w Ulanicy. Dnia 30 maja 1945 r. ks. biskup Franciszek Barda podpisał dekret o utworzeniu no-wej, filialnej parafii  w tej miejscowości. Jej mieszkańcy należeli wcze-śniej do parafii w Dynowie. Mimo wielu współczesnych starań, dopiero po zakończeniu II wojny światowej udało się erygować parafię w Ulanicy, a jej mieszkańcy po raz kolejny przystąpili do budowy nowego kościoła. Pierwsza próbę budowy przerwał wybuch wojny w 1939 r. Tymczasowo role kaplicy pełnił dom gromadzki, w którym 13 maja 1945 r. została odprawiona Msza św. Budowę kościoła rozpoczęto 18 października 1945 r. i już 9 maja 1946 r. odprawiono w nim pierwsza mszę św.  Jako dar wcześniejszej, macierzystej parafii Dynów, został przekazany dla nowej świątyni ołtarz św. Józefa. Od czasu ufundowania w 1889r przez Trzecieskich stalli w prezbiterium dynowskiego kościoła, tam właśnie zasiadali podczas mszy św.. Kaplica kolatorska przestała pełnić swoja dotychczasową rolę, a ołtarz św. Józefa nie był już, z braku dostępu na piętro czczony przez wiernych. Ksiądz proboszcz Michał Bar ofiarował wiec cząstkę dynowskiej tradycji i dynowskiego kultu swym dotychczasowym wiernym. Rolę głównego ołtarza w Ulanickiej świątyni pełnił on do grudnia 1950 r. Wówczas to zamontowano tzw. ”Wielki ołtarz”  jako główny, a mały ołtarz św. Józefa (ok.3m x 2 m) stał się ołtarzem bocznym. Nie udało mi się ustalić, czy obecna nazwa Parafia Świętego Józefa Robotnika zawdzięcza podarowanemu ołtarzowi. Drewniany kościół służył parafianom ponad 22 lata. Dnia 30 października 1968 r. doszczętnie spłonął, a wraz z nim ołtarz św. Józefa. Wiele wskazuje na to, że został celowo zniszczony w ramach przeprowadzanej przez SB akcji podpalania kościołów.
           Nie zachowała się żadna fotografia tego ołtarza. Jedynie w pa-mięci starszych mieszkańców Ulanicy żyje on do dzisiaj. Gdyby ktoś z czytelników dysponował stara fotografią z widocznym ołtarzem św. Józefa, prosimy o kontakt, gdyż warto ocalić go od zapomnienia.


                                                                                                                                                            Józef Stolarczyk


Autor składa podziękowania Panu Michałowi Dziwikowi za konsultacje dotyczące ołtarza św. Józefa oraz a udostępnienie odpisu Kroniki parafii w Ulanicy
Artykuł został opublikowany w Dynowskim Kwartalniku Samo-rzadowym, nr2/2, kwiecień-czerwiec 2018.