Ostatnie, bardzo dobre, wiadomości z Sidorowa.


        Czytelnicy mojej strony pamiętają opisywaną ruinę parafialnego kościoła w Sidorowie na Podolu, w dawnym majątku rodzinnym Paygertów również kolatorów kościoła. Nowych odsyłam do zdjęć w dziale „Nasze eskapady” z relacji o  naszych wakacjach na Ukrainie w 2012 r. Smutno na to patrzeć było  wtedy.


     Ale, jak już parokrotnie wspominałam, energia jednego człowieka i jego zupełnie bezinteresowna praca doprowadziła najpierw do zabezpieczenia budynku, potem jego wysprzątania,

 

 

 

 

zainteresowania władz i miejscowych Polaków nowym miejscem kultu, w końcu do odprawienia tamże Mszy św. w III Niedzielę Adwentu 2014 r..

 

 


     Pan Jan Pieyko jest niezmordowany: myśli też o skończeniu naprawy dachu kościoła i prosi ofiarodawców o wpłaty (na konto podane w poprzednim artykule o Sidorowie) wyłącznie w euro. Pisze, że uda się to dzięki dotychczasowej hojności czytelników mojej strony. Ja też dodaję: Bóg zapłać.
   Ale to nie koniec osiągnięć: w pobliskim Husiatynie działa szkoła języka polskiego (do której uczęszczają i starsi) dobrze oceniona przez tegoroczną wizytację  z Polski.
   Ostatnio Husiatyn odwiedziła polska Pani Konsul pełna aprobaty dla tego co się tam dzieje. W przyszłym roku wybiera się zobaczyć sidorowski kościół.
   Dla nas, tak emocjonalnie związanych z tamtymi stronami poprzez opowiadania najbliższych zmuszonych w 1939 r. do ich opuszczenia, jest to najpiękniejszy prezent na Boże Narodzenie.
  O Ukrainie słyszymy wyłącznie w tonie minorowym. Ale to nieprawda: są tacy, którzy przywracają jej dobre, europejskie imię.
  I chwała im za to!