Do Wrocławia trzeba koniecznie !!!

 

    Od zawsze mówiliśmy sobie w rodzinie, że trzeba odwiedzić i zobaczyć Wrocław. Wiedzieliśmy , że tam znaleźli przytulisko wypędzeni ze Lwowa, że tam są nie tylko poniemieckie skarby, ale i te bliskie naszym rodzinnym sercom – pamiątki z wschodnich stron,  no i atmosfera: sympatyczna, swojska, na wesoło.

   Parę wolnych dni w czerwcu stworzyło miłą okazję dość dalekiego wyjazdu. I oto co widzieliśmy, co nas zachwyciło, co polecamy do obejrzenia naszym drogim czytelnikom. Obiecujemy, że warto.

 

  Zaczynamy od historii wpisanej mosiężnymi tabliczkami w chodnik wijący się wokół uniwersytetu. Wybieramy trzy jako milowe kroki historii miasta.

 

 

 

  Najstarszy ze znanych nam przewodników, z  1956 r., napisany przez kuzyna Andrzeja, Gwidona Króla, pokazuje zdjęcia straszliwie zniszczonych wielu kościołów w maju 1945 r. przez wycofujących się Niemców, a już w latach pięćdziesiątych odbudowanych. Efekty tej gigantycznej pracy, zwłaszcza w powojennej nędzy, były zdumiewające. Większość   świątyń to strzelisty gotyk . Pozbawione rzeźb z tamtych epok , najczęściej z  XIV w. (wiele znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie. Względy bezpieczeństwa?) zostały ozdabiane tym co pozostało, ale pieczołowitością i smakiem. Wiele renowacji trwa dalej, teraz już z funduszy UE.

 Oglądniemy niektóre z nich:

 Kościół Marii Magdaleny, dziś polsko-katolicki

 

Kościół św. Wincentego, dziś greko-katolicki

Kościół św. Elżbiety, o najwyższych wieżach które spłonęły, już po odbudowie w 1976 r. (?) niszcząc jedne z najpiękniejszych organów świata., które wojna oszczędziła. Ponoć były dwa pożary, jeden po drugim. Dlaczego, czy to było podpalenie? Nikt tego już nie wie, choć domyślano się...

 

 

 

 

 

    Trwa zbiórka na odbudowę organów. Zdjęcia pokazują pusty dziś chór i makietę tych dawnych .

 

 

 

Mały kościółek Św. Marcina jest siedzibą duszpasterstwa środowisk twórczych. Znajduje sie  na wyspie zwanej Ostrowiem Tumskim, leżącym wśród zakoli Odry, miejscu założenia Wrocławia

 

 

Następny kościół św. Krzyża

 

i romański, św. Idziego

 

 

 są usytuowane obok katedry.

Katedra i widok z jej wieży na cały Ostrów czyli wyspę Tumską

 

 

Kościół NMP na Piasku, czyli na sąsiedniej z Ostrowiem wyspie. Jest to jeden z najwspanialszych gotyckich kościołów, a powstał na wcześniejszym, romańskim XIII wiecznym i jego rewelacyjną pamiatką jest tympanon fundacyjny z ....1180 r!! nad wejściem do zakrystii (niestety zakryty z powodu remontu).  Czyżby nie najstarszy w Polsce?

 

Kościół uniwersytecki- tym razem to barok, stary, autentyczny, nie odbudowywany. Wewnętrzne balkony były miejscem dla braci studenckiej obowiązkowo uczestniczącej w nabożeństwach.

 

 

Duże, przepięknie odnowione Stare Miasto, zachwyca nie tylko ratuszem

 

ale  uroczymi kamieniczkami z których najbardziej znane to” Jaś i Małgosia” ,

 statuą Fredry przywiezioną ze Lwowa przez uciekinierów-tułaczy,

 a także jarmarkiem świętojańskim z cudami dla każdej kieszeni i serca,

 

oraz połączeniami architektury starej i nowej.

Panorama Racławicka to ponoć nie smaczek dla znawców, ale dla nas odwiedzenie rotundy z malowidłem było potrzebą serca. Nie tylko opowiadano nam o niej w dzieciństwie ale wiedzieliśmy ile trudów zadali sobie ludzie pragnący uratować malowidło podczas II wojny i w czasach powojennych gdy to prawie uniemożliwiano jego odnowienie. Film w hallu rotundy pokazuje m.in. tryumfalny przyjazd  do Wrocławia olbrzymich ciężarówek wiozących długie, zabezpieczone zwoje ozdobionych biało- czerwonymi flagami i wiwaty ludzi-przechodniów. Było to w 1990.

Dziś wszystko jest tak jak ongiś we Lwowie: płótna są odnowione i zakonserwowane, rekwizyty materialne łącza się z tymi namalowanymi a 30 minut wyznaczonych dla grupy do oglądnięcia  to stanowczo za mało . Chciałoby się przypatrzyć każdej postaci i sytuacji gdyż nawet tak podniosła chwila jak wygrana w powstaniu to nie była zabawa, radość i euforia . Ileż dramatów!

Uniwersytet, szczęśliwie zachowany, był miejscem kształcenia najtęższych europejskich umysłów. Stare sale jego muzeum zachowują skarby świata nauki ,a aula Leopoldina,

miejsce najważniejszych uroczystości  uczelnianych oraz oratorium Marianum

z trudnością znajdują sobie równych na  innych europejskich uniwersytetach.

Z racji niedzieli nie zwiedziliśmy wnętrz Ossolineum ale na dziedzińcu budynku są tablice z listami darczyńców i historią tak zasłużonej dla Polski instytucji. Było co czytać i oglądać.

 

Prawie przypadkowo natrafiliśmy na bajkowe miejsce 60 km od Wrocławia: w Jaworze jest jeden z trzech luterańskich zborów Górnego Śląska – tzw. Świątyń Pokoju.

Aktualnie konserwowany za fundusze UE stale jest świątynią czynną. Może pomieścić ponad 6000 osób. Trudno oderwać oczy od malowideł ozdabiających balkony, wspaniały sufit, niżej stalle. A wszystko z drewna.

 

 

Przewodnik zaprowadził nas i do Lubiąża malutkiej miejscowości  właścicielki gigantycznego wręcz budynku dawnego opactwa cysterskiego.

 

Bogaty, pokryty barokowymi ozdobami,  zionie pustką i przejmującą ciszą. Wprawdzie przemiły przewodnik zapewniał nas, że prace konserwatorskie trwają i na dowód pokazał nam wspaniały refektarz opata, salę Książęcą

 

i refektarz mnichów,

ale już kaplica i korytarze

 

przedstawiają tragiczną dewastację epoki powojennej, której do dziś nie udaje się zatrzeć. UE dałaby fundusze na remont, ale ojcowie miasteczka nie mają pomysłu na to czemu miałyby służyć te ogromne wnętrza. Wychodząc obojgu  nam przypomniało się zdanie: ”przemija postać tego świata”.

Zupełnie inna sytuacja jest w Trzebini, miejscu pochowania św. Jadwigi Śląskiej, żony Henryka Brodatego, matki Pobożnego.

 

 Tutejszy klasztor po cysterkach, też okazały, ale odrestaurowany i otoczony ogrodem, jest domem opieki nad przewlekle chorymi i dostać się doń jest bardzo trudno:  znakomite warunki są magnesem dla  potrzebujących. Wszystko to przy pomocy unijnych funduszy, ale mądrze wykorzystanych.

 

 

A sam kościół Świętej (zresztą Patronki Jana Pawła II, gdyż w jej święto został wybrany,) nie ruszony zawieruchami dziejowymi zachwyca pięknem wielu stylów,

 

  począwszy od...XIII, gdyż na ten czas jest datowany kamienny tympanon na resztce romańskiego portalu.

 

Wielu jest tu i zwiedzających i pielgrzymów. Na utrudzonych i ciekawych czekają dobre restauracje i inne ułatwienia turystyczne, mnóstwo zieleni, cisza i spokój.

Z żalem żegnaliśmy przepiękny Dolny Śląsk, ziemię o bogatej historii, urokliwym krajobrazie, dobrze dbającą o to co posiada, a przybyszów gościnnie witająca. Warto tam wrócić, aby nasycić oczy jej innymi skarbami, porozmawiać z serdecznymi ludźmi i odetchnąć historią. Widzieliśmy skraweczek ale wystarczająco zachęcił nas  do robienia  planów na przyszłość.

W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Tum pod Łęczycą. Największy romański kościół w Polsce, kiedyś w latach 80 tych oglądany jako zabezpieczona ruina, i nie dziwota, teraz zachwyca. Odbudowany, odrestaurowany, wysmakowany.

 

Można sobie wyobrazić że tak właśnie wyglądał w XII wieku zwłaszcza z zewnątrz, bo wnętrze( oglądane przez kratę) wydaje się wczesno-gotyckie. Z największym uznaniem trzeba myśleć o tych którzy przywrócili go do ponownego życia dla nowych pokoleń, ba , a teraz o niego dbają zapewne nie bez ogromnych wydatków na utrzymanie .

     Po każdej z naszych włóczęg po Polsce stwierdzamy: „Jak ten Kraj pięknieje”.

 

Czerwiec - 2014