Artykuł do Dynowinki o szkolnym konkursie "Rodem z Podkarpacia"


 

   6 kwietnia br. odbyła sie w Dynowie , w Zespole Szkól Zawodowych, uroczysta gala IX edycji Wojewódzkiego Konkursu "Podkarpacka Tęcza" pod hasłem " Rodem z Pokarpacia". Organizatorzy konkursu, Państwo Anna i Jarosław Molowie, nauczyciele z w/w Zespołu Szkól, postanowili zainteresować uczestników rodem Trzecieskich. Ich samych  zainspirował  pamiętnik Kingi  z Trzecieskich, Moysowej, który opublikowałam na swojej stronie przed paroma laty. Po nawiązaniu kontaktu, ogromnie dla mnie miłego, wymianie kopii zdjęć, zostaliśmy z mężem zaproszeni na galę przez panią Dyrektor Zespołu Szkół,  Halinę Cygan.


    Wrażenia  opisałam w artykule do dynowskiej gazety wydawanej przez Towarzystwo Przyjaciół Dynowa - Dynowinka.

 

Historia odkrywana na nowo, czyli młodzież dynowska sięga do przeszłości Dynowa i zaciekawia rodziną Trzecieskich......

 
 

       Dynowinka str.tyt_miniat.jpgDynowinka str.tyt_miniat.jpg Od lat, w starej szufladzie, leżały zakurzone pamiętniki Kingi z Trzecieskich Moysowej, mojej ciotecznej Babci, Przyjaciela i Nauczyciela. Od najmłodszych lat uczyła mię francuskiego i zachwytu nad przeszłością, przybliżała w barwnych opowiadaniach dawno zmarłych, zaciekawiała ich życiem. Wspomnienia stawały się najbardziej urocze w opisach świąt i zwyczajów w starym dworze jej rodziców Stefanów Trzecieskich. Niektóre łączyły się podobieństwem z naszymi, inne odkrywałam na nowo, niczym kolorową bajkę. Ale mówiła i o tragediach wojen, zniszczeń i biedy, z którą trzeba było sobie radzić, ostracyzmu społecznego, na który naraził rodzinę ziemiańską drapieżny komunizm z lat 50 tych, słowem mówiła mi o wszystkim, czym żyła, o czym myślała. Rozmowy odbywały się po Jej pracy w liceum jako wieloletniej nauczycielki niemieckiego i francuskiego, a w latach późniejszych po ciężkiej pracy w ogrodzie, pracy, którą utrzymywała pozostała rodzinę.

 

      Wspominała, że pisze pamiętniki. Naturalnie ręcznie, a po to, aby obdarować nimi dalszą rodzinę, przepisywała je w długie zimowe wieczory, w zimnym pokoiku tzw. nowego dworu, 4 razy!! Niestety skończyła na roku 1919. Nie podjęła w nich już problemów okresu międzywojennego, swego i sióstr zamążpójścia, emigracji braci, tragedii II wojny i stalinizmu, śmierci rodziców. Nie miała sił, obawiała się braku zainteresowania młodej generacji rodzinnej, żyła coraz bardziej samotnie.

 

Nie doczekała wolnej Polski. Zmarła w zimny lutowy dzień 1989 r. Pogrzeb prowadził Jej ukochany syn, Ojciec Stefan Moysa, jezuita. Syn, który zrekompensował wszystko co straciła (męża w stalinowskich kazamatach, majątek na Pokuciu, pamiątki, zbiory) jako prawdziwy chrześcijanin, pokorny kapłan, wzór przyjaciela.

 

Po Jej odejściu i przekazaniu dworu z ogrodem fundacji „Wzrastanie” pamięć o starej, od 200 lat mieszkającej w Dynowie rodzinie, powoli odchodziła do historii, ba, i to dla pokolenia mocno już przyprószonego siwizną. Co tu wspominać o młodych?

 

Dwa lata temu postanowiłam przejrzeć te stare, kochane, ale tak niewyraźnie napisane pamiętniki. A może je przepisać? -pomyślałam. A może opublikować je w internecie? - podsunął mi nowoczesny syn.

 

Dodajmy stare zdjęcia, od lat gromadzisz je bez specjalnego celu - dodał mój mąż, który odziedziczył po Ojcu, Józefie Witkowskim, kiedyś nauczycielu rysunków w liceum, Jego pasje fotograficzną.

 

I tak się zaczęło. Wszystko zamieściliśmy na mojej stronie internetowej (www.marychna.witkowscy.net), skromnie zadowoleni, ze ktoś czasami odezwał się z miłą aprobatą i zaciekawieniem. To na pewno lepsze niż stare zeszyty leżące zapomniane i nie czytane.Dynowinka_miniatura.jpgDynowinka_miniatura.jpg

 

Ale późną zimą tego roku spotkała mię przemiła niespodzianka. Drodzy, godni największej wdzięczności, Państwo Molowie, zauroczeni lekturą starych pamiętników postanowili przybliżyć rodzinę Trzecieskich młodzieży z Zespołu Szkół Zawodowych ramach konkursu „Podkarpacka Tęcza”. Gala wieńcząca konkurs (przyjechaliśmy z mężem z wypiekami) przeszła nasze oczekiwania. Sala gimnastyczna szkoły przeniosła nas w czasy bardzo dawne: oto widzimy podjazd do starego dworu, patrzymy na ganek wsparty na kolumienkach, drzwi otwarte do starej sieni, wokół kwiaty, duma i radość pani domu, mojej prababki, Leonii Trzecieskiej, zręby nowego budynku, zwanego nowym dworem, wszystko oplecione dzikim winem, wśród starych, szumiących drzew...W innym rogu patrzymy na salon, stare zdjęcia, portrety przodków, meble, kubek w kubek jak w pamiętniku. Ileż to pracy i pieczołowitości w odtworzeniu.

 

Ściany sali wręcz wytapetowane informacjami o rodzinie z różnych lat i epok, o Trzecieskich z Miejsca Piastowego (druga gałąź rodziny), genealogią, ciekawostkami rodzinnymi. Czuliśmy się w jak muzeum, które było tak bogate w treści, że wychodząc po paru godzinach czytania i oglądania stale miało się niedosyt. Ale nie tylko my oglądaliśmy; zostaliśmy ujęci zainteresowaniem innych, a zwłaszcza młodzieży.

 

Niespodziankom nie było jednak końca: oto poproszono mię do rozpoczęcia Pana Tadeusza po dynowsku, czyli lektury wybranych partii pamiętnika Babci. Gdy zasiadłam w głębokim, pięknym fotelu, w otoczeniu zapalonych świec, wzruszenie utrudniło mi czytanie. Czy to prawda, czy sen? wszyscy będą słuchać? Z ciekawością i aprobatą, a nie ironią i wzruszeniem ramion, która kiedyś w odległych, powojennych czasach zatruwała nam życie. Ze szczerą radością i sympatią biedna, Kochana Babcia nie marzyła o tak miłej chwili do końca swego życia. Nowa rzeczywistość uwierała, a wszelkie nadzieje na zmianę były nierealne. Wiedziała o tym dobrze będąc jednocześnie stale pogodną i pełną mądrego optymizmu. Już jako staruszka nosiła z dumą znaczek Solidarności, biurko było założone książkami o JP II, a radio nastawione na Wolną Europę... Ale dożyć wolnej Polski, zmian przekraczających wyobraźnię, młodzieży, która interesuje się życiem ziemian z czasów rozbiorów, inscenizuje ich zwyczaje? Nie, tego nie dopuszczała do swych optymistycznych sądów.

 

Stąd moje emocje. Ale wrażeniom końca nie było: oto scena sprzed równo 200 lat. Mój 4 razy Pradziadek, Jakub Trzecieski powołuje dynowską straż miejską ubraną w wysokie barankowe czapy. Potem odbywa się wesele jednej z jego córek, a straż bierze w nim udział i, niczym w Panu Tadeuszu, wszyscy, pospołu tańczą poloneza. W opowiadaniach Babci ta straż pojawia się wielokrotnie jako przejaw dobrej i odpowiedzialnej samorządności miasteczka. I, jak dzięki Bogu, jest znowu teraz.

 

Państwo Molowe, autorzy i animatorzy całości występów zadbali i o głębsze warstwy historii Dynowa: ukazano barwne epizody z życia Katarzyny Wapowskiej, fundatorki naszego przepięknego i jakże cennego kościoła.

 

Brawa dla wszystkich, reżyserów, pomysłodawców, młodych aktorów, sponsorów i wszelkich wykonawców całości występów. Brawa dla Dyrekcji Zespołu Szkół, Pani Haliny Cygan! Nie wszyscy dyrektorzy lubią takie „trzęsienia ziemi”, które zaburzają spokojny rytm szkoły, nie wszyscy to aprobują, nie wszyscy podejmują wspólnie z nauczycielami- zapaleńcami, taki trud.

 

Brawo dla wszystkich Ojców Miasta, którzy na szkolnej gali byli, nie szczędzili ciepłych słów i zachęty na dalsze inicjatywy.

 

Wszystkim z całego, przepełnionego wdzięcznością serca, składamy gorące podziękowania, staropolskie Bóg zapłać.

 
 

Na koniec, korzystając z gościnnych łamów Dynowinki, chciałabym podziękować Towarzystwu Przyjaciół Dynowa za zainicjowanie pomysłu renowacji pomnika cmentarnego Trzecieskich na tzw., Starym cmentarzu, koło kaplicy. Nie tylko za pomysł, ale i za wieloletni trud zbiórki funduszów podczas Wszystkich Świętych. Za te fundusze dziękujemy mieszkańcom Dynowa gorąco.

 

I sprawa rozwija się pomyślnie: jest już zgoda Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, jest wykonawca. Sądzę, że już tej wiosny prace się rozpoczną, a w następnym roku przybędzie Miastu nowy pomnik, z dalekiej przeszłości (grobowiec ma 200 lat). Dziś jest to ruina, ale nosząca znamiona stylu klasycystycznego, podobno już rzadkiego na naszych cmentarzach. Tym większy powód, aby ocalić ten zabytek od zapomnienia.

 

Stanie się to za sprawą hojności Państwa.

 

 

 

Maria Baraniecka -Witkowska